Login: Hasło:

Zaloguj się aby mieć dostęp do wszystkich galerii i stron. Aby uzyskać dostęp wyślij swój adres e-mail korzystając z tego formularza.

Aktualne kursy walut

€  / 

$  / 

W najlepszym kantorze w mieście

Добро пожаловать, вашу мать!

Witam na nowym Gryfie. Co prawda jest to już przynajmniej trzeci raz, od kiedy gryf staje się "nowym", ale tym razem mam nadzieję, nic nie przeszkodzi jego działalności w sieci.

Co nowego? Raczej niewiele, przede wszystkim znów wrzucam wszystko to, c o wcześniej leżało na stronie, a więc moduły, proza klozetowa, kilka galerii i słów kilka o podróżach. W związku z tym, że po wielu latach bojów zakończyłem studia, dodaję też dział "okulistyka", w którym zamieszczać będę sukcesywnie materiały mojego autorstwa, które być może będą pomocne dla początkujących lekarzy lub studentów.

I oczywiście - bo bez tego nie byłbym sobą - zawsze w miarę świeża porcja absurdalnych newsów z kraju i ze świata!

Zapraszam!

Michał

Odgrzebane Archiwum

Utworzono: 25.01.2015, 15:55 przez Michał

Już 10 lat minęło od czasu pierwszej archiwizacji konta pocztowego w 2005 roku. Odgrzebałem z archiwum kilka ciekawych maili, którymi wówczas żył polski internet...

HISTORIA W DWÓCH WERSJACH

Dziewczyna i chłopak chodzą ze sobą od kilku miesięcy. Pewnego piątku spotkali się po pracy w barze. Posiedzieli tam chwilę, a potem poszli do pobliskiej restauracji. Po kolacji wstąpili do jego domu, gdzie zostali na noc.

Opowieść dziewczyny:

Umówiliśmy się w piątek wieczorem. Kiedy przyszłam do baru, on był w dziwnym humorze; pomyślałam, że to może dlatego, że trochę się spóĄniłam, ale nic mi nie powiedział i rozmowa nam się jakoś nie kleiła, więc pomyślałam, że powinniśmy się przenieść w bardziej kameralne miejsce, żeby móc porozmawiać bardziej intymnie. Poszliśmy do restauracji, ale on wciąż był jakiś nieswój i ja próbowałam go rozweselić, ale zaczęłam się też zastanawiać czy to chodzi o mnie czy o coś innego, no i spytałam go o to, i powiedział, że nie, ale wiesz, wciąż nie byłam o tym zbytnio przekonana, w każdym razie w drodze do niego powiedziałam mu, że go kocham, ale on tylko mnie objął i nie wiedziałam już, do cholery, co ma to wszystko znaczyć, no, bo wiesz, on mi nie odpowiedział, ani nic takiego, więc po drodze zastanawiałam się czy chce już ze mną zerwać i próbowałam go o to spytać, ale on tylko włączył telewizor, więc powiedziałam, że idę spać i po dziesięciu minutach przyszedł do mnie i się kochaliśmy, ale on wydawał się jakiś nieobecny i po wszystkim chciałam po prostu sobie pójść i sama i już nie wiem, co on sobie myśli, czy to znaczy, że ma inną???

Opowieść chłopaka:

Chujowy dzień w robocie. Potem zajebisty seksik.

List studentki

Kochani Rodzice!

Nie pisałam do Was od czasu mojego wyjazdu na studia i naprawdę jest miprzykro, ze mogłam być tak bezmyślna i nic do Was nie napisać wcześniej.Teraz jednak opowiem Wam o wszystkim, co się u mnie wydarzyło, tylkobardzoWas proszę - usiądźcie przed przeczytaniem dalszej części tego listu,dobrze?

No wiec, u mnie już teraz wszystko jest naprawdę nieźle. To pękniecieczaszki i wstrząs mózgu, które miałam wtedy, gdy wyskoczyłam z oknaakademika - bo zaraz po moim przyjeździe wybuchł tutaj pożar - już sąprawiecałkiem zaleczone. W szpitalu byłam tylko dwa tygodnie i teraz widzę jużprawie całkiem normalnie, a te okropne bóle głowy miewam już tylko razdziennie. Na szczęście ten pożar akademika i mój skok z okna widziałnalewacz ze stacji benzynowej, która znajduje się obok akademika. Towłaśnieon zadzwonił po straż pożarną i karetkę pogotowia. Odwiedzał mnie tez wszpitalu, a ponieważ nie miałam gdzie mieszkać, bo akademik się spalił,byłtak miły, ze zaprosił mnie do swojego mieszkania i pozwolił mi tammieszkać.

No, właściwie to jest tylko pokój w suterenie, ale za to bardzo fajnieurządzony. On jest bardzo sympatycznym chłopcem, bardzo się kochamy izamierzamy się pobrać. Nie ustaliliśmy jeszcze dokładnej daty ślubu, aleodbędzie się na pewno zanim moja ciąża stanie się bardziej widoczna. Tak,kochani Rodzice, spodziewam się dziecka! Wiem, jak bardzo chcecie zostaćdziadkami i świetnie sobie wyobrażam, jak ciepło powitacie mojegodzidziusia. Jestem pewna, ze obdarzycie go taka miłością, poświęceniem iczułą opieka, jakimi obdarzaliscie mnie, kiedy byłam dzieckiem. Powodemopóźnienia daty naszego ślubu jest to, ze mój chłopak cierpi na drobnainfekcje, która z reszta się od niego zaraziłam, a która chwilowouniemożliwia nam pomyślne przejście przez przedmałżeńskie badania krwi.Jestem pewna, ze przyjmiecie mojego chłopaka do naszej rodziny z otwartymiramionami. On jest bardzo fajny i choć niespecjalnie wykształcony, majednaknaprawdę duże ambicje. Aha zapomniałam Wam jeszcze napisać, skąd w ogólewziął się ten pożar. Otóż jak robiliśmy zawody, który z kolegównajszybciejrozbierze po ciemku jedna z nas, mój partner miął szanse na wygranie, bozdjął już ze mnie wszystko, oprócz biustonosza - tego, który mi kupił za600zł profesor ze statystyki podczas naszego romantycznego wypadu doKazimierza.... Wiec ten kolega nie potrafił rozpiąć tego biustonosza, mimoze przecież rozpinał mi go już nie raz - i to często przy wyłączonymświetle. Może, dlatego, ze był już po "kilku piwach" i musiałam gopodtrzymywać, bo by się przewrócił. Wiec, Ahmed (bo tak ma na imię) chciałsobie pomóc z tym rozpinaniem i usiłował oświetlić zapięcie biustonoszaświatłem zapalniczki. I udało mu się - zrobiło się całkiem jasno, bozapaliłsię również mój biustonosz, a od niego zajęły się moje włosy... Ale niemartwcie się: wszyscy mi tu mówią, ze bez włosów wyglądam równieatrakcyjnie(podobno cos miedzy Kojakiem a Sinnead O'Connor). A blizny po oparzeniachnaplecach kumpel pięknie zatuszował kolorowymi tatuażami: mam tam naprzykładwytatuowanego Nosferatu-Wampira, Monikę Lewinski z cygarem, oraz jedna znajsłynniejszych scen filmowych... Teresy Orłowski z trzema kochankami. Apowracając do pożaru - jak już z wrzaskiem zrzuciłam palący siębiustonosz,to przez przypadek wpadł on do 50-litrowej beczki ze spirytusem. I to byłwłaśnie pech - bo gdyby wpadł on do drugiej beczki z zacierem, albo doskrzynki z amfetamina, to byśmy bez problemu go ugasili - to znaczy oni byugasili, bo ja już wtedy byłam nieprzytomna, po upadku przez okno iświadomość odzyskałam dopiero w łóżku Ahmeda, w jego pokoju, który dzielizsześcioma innymi Libijczykami. Ci Arabowie to dziwny naród - podobno unichjest bardzo ciepło - bo jak odzyskałam przytomność, to wszyscy stali nademną nago. No i to by było na tyle.

Całuje Was mocno, Wasza Zuzia

PS:

Kochani Rodzice, Teraz, kiedy już wszystko wiecie o moim obecnym życiu,chciałam Wam powiedzieć, ze nie było żadnego pożaru w akademiku, niemiałampęknięcia czaszki ani wstrząsu mózgu, nie byłam w szpitalu, nie jestem wciąży, nie jestem zaręczona, niczym się nie zaraziłam, ani nawet nie mamchłopaka. Ale w tym semestrze dostane dwóje z fizyki i trzy z dwomaminusamiz chemii. Chciałabym wiec, żebyście spojrzeli na te stopnie z odpowiedniejperspektywy.

Zamach w Warszawie

Poniedziałek 7:00

Allah Akbar. Cały świat się o nas dowie. Dziś zamach na okupantów z Polski. Tym razem na ich ziemi. Cel - Okęcie. Tradycyjnie porwiemy samoloty - cztery. Jeden spadnie od razu, trzy sparaliżują pozostałe porty lotnicze. Zwycięstwo jestnasze!!!

Poniedziałek 17:00

Cały czas nie możemy znaleźć bagaży. Nici z ataku, na dodatek możemy już stąd nie wyjechać... To nic - jutro atak na Balice - tam musi się udać!

Wtorek 7:00

Dziś bracia wyjechali do Balic. Nie mamy bagaży, ale sterroryzujemy obsługę plastikowymi nożami i widelcami. Będzie dobrze.

Wtorek 18:00

Bracia Talibowie wrócili - śmierdząca sprawa: kazano im zapłacić za autostradę, a jak byli przy lotnisku (15 minut później) kazali im zapłacić znowu. Wycofaliśmy się żeby nie budzić podejrzeń. Zresztą podobno i tak w polskich samolotach nie dają sztućców, bo je się tylko kanapki.

PS Jutro atakujemy siedzibę polskiego rządu.

Środa 8:00

Dziś atak na polski parlament - mamy już dwa autobusy z przyczepami załadowane karbidem. Trotyl ukradli nam w poniedziałek na lotnisku, nic innego nie dałosię skombinować. Autobusy wyjeżdzają o 8:30 - godziny wyjazdu przyczep jeszczenie znamy - tajemnica. Plan jest prosty - przejeżdzamy przez Warszawę i pierdut. Allach jest wielki!!!

Środa 17:30

Znów coś poszło nie tak. Bez problemów dotarliśmy do celu, ale droga była zablokowana przez samochody. Na wszystkich biało-czerwone wstążki. W każdym jeden kierowca-samobójca. Chyba przewidzieli nasz atak i wystawili swoich żołnierzy (prawie sami faceci, żadnych starców i dzieci - elita). PS Te dziury po drodze to chyba też nie przypadek - czyżby planowali zaminować drogę? Jutro zmiana planów - cel: Pałac Kultury. Tymczasem wycofamy się pod Warszawę...

Czwartek 7:00

Wstaliśmy rano bo plan wymaga szybkich posunięć, poza tym zadekowaliśmy się pod Warszawą. Wyjazd o 7:10, prejazd przez Janki, Raszyn, wysadzamy Pałac Kultury Nauki i (na) Sztuki, po czym pryskamy do Klewek, gdzie bracia Talibowie podstawią helikoptery. BUŁKA Z MASŁEM.

Czwartek 17:30

Oddam życie za bułkę z masłem. Stoimy od rana w Raszynie. Jakieś pacany w biało-czerwonych krawatach w kółko chodzą po pasach. Nie da się przejechać - próbowaliśmy ich staranować, na szczęście Ahmed zauważył leżące podrugiej stronie odwrócone brony. Dobrze że nie szarżowaliśmy - nie byłobyjak wrócić do Janek do McDonalda...PS Tym razem rzucili przeciwko nam starców i baby - widocznie nas lekceważą. Ale my mamy plan - wrócimy w nocy

Piątek 6:30

Wreszcie przechytrzyliśmy wroga - przyjechaliśmy w nocy. Siedzimy przed stadionem Legii (X-Lecia był większy, ale jakieś męty się kręciły).

Piątek 7:30

Super wiadomość - namówiliśmy na akcję jakąś wycieczkę - przyjechała autokaramii od razu zgodziła się na akcję. Mają nawet własne siekiery, materiały wybuchowe i transparenty. Idzie nam jak z płatka. Allach nam sprzyja.

Piątek 16:30

Nie, noooo. Co za ludzie - nie dość, że sami dostali pałami, to jeszcze pobili naszych braci Talibów. LUDZIE JAK KTOŚ MA BRODĘ TO JESZCZE NIEZNACZY ŻE JESTŻYDEM. Żydzi mają PEJSY!!!!! Patrzcie trochę uważniej...Mam tego dość. Kit z Polską. Jutro atakujemy SALWADOR!

Sobota 1:30

Jak podaje rzecznik Straży Granicznej, niedaleko przejścia granicznego w Kołbaskowie zatrzymano grupę wychudzonych, obdartych i głodnych starców. Umyto ich i ubrano. Na migi prosili, żeby nie strzyc bród. Niestety - nawet tłumaczom z ośrodka dla zbiegłych Rumunów nie dało się ze starcami dogadać. Tyle tylko wiadomo, że chcieli jechać do Ameryki z jakąś "pracą". Zapewne to kolejna grupa Pakistańczyków z jakiejś ubogiej wioski. Odsyłamy ich dziś LOT- em. Wyglądają na wzruszonych.

Epilog

Al-Dżazira - Katar: Osama Ben Laden ogłosił zwycięstwo Talibów. Szczegóły niesą znane, ale podobno przekupiono pewnych decydentów w Europie i USA.

BBC - USA: Prezydent USA ogłosił ewakuację Białego Domu. Jak powiedział: "Pewnym decyzjom nie dało się zapobiec, a pewnych spraw-zatrzymać. Pryskamy do Salwadoru - tam można co nieco załatwić - odczego jest CIA".

PAP - Polska: Po licznych zabiegach - choć dość nieoczekiwanie i wniewyjaśnionych okolicznościach - USA zniosła wizy dla Polaków. Polacy od dziś jeżdżą dokąd chcą i robią co chcą.

Wirus

Jestem albanskim wirusem komputerowym, ale z uwagi na slabe zaawansowanie mego kraju nie moge nic Ci zrobic. Prosze skasuj sobie jakiś plik i przeslij mnie dalej.

Student

Student poszedł zdawać ustny egzamin. Zdaje, zdaje, męczy się męczy, ale coś mu to nie wychodzi. Profesor coraz bardziej wnerwiony, widzi że student nie kumaty i chce go oblać. Ale student nie daje za wygraną i prosi o drugą szansę. Na co profesor odpowiada:

- No dobra. Jeśli odpowie pan na jedno moje pytanie to zaliczę panu egzamin. Proszę mi powiedzieć: Kto to jest STUDENT? Po czym student z uśmiechem na twarzy odpowiada:

- No wiec STUDENT to młoda osoba, która dąży do zdobycia wiedzy itd. itp.

Na co profesor tak patrzy i mówi:

- Otóż nie. Student, to takie małe gówno co plywa po wielkim szambie i z trudnością próbuje dopłynąć do wyspy zwanej MAGISTER.

Student wkurzony nie wie co powiedzieć. Profesor chce wpisać mu 2, na co student się odzywa:

- To niech mi pan profesor powie kto to jest PROFESOR? Profesor uśmiechnął się i zaczął mówić, że profesor, to starsza osoba bardzo inteligentna itd. itp. Student popatrzył i powiedział:

- Otóz nie. PROFESOR to było kiedyś takie małe gówno plywajace po wielkim szambie, które z trudem doplynęło do wyspy MAGISTER, posiedziało tam trochę, znudzilo mu się, następnie z trudem doplynelo do wyspy zwanej PROFESOR i teraz siedzi tam i robi wielkie fale żeby te inne gówna nie dopłynęły do swoich wysp.

Obiadek

Mąż i żona jedzą obiadek, żona paskudnie oblała się zupą:

- Popatrz jak ja wyglądam - jak świnia!

- No - i jeszcze się zupą oblałaś.

Keine Grentzen

Student medycyny wybrał się po zajęciach do prosektorium poćwiczyć przed zbliżającym się egzaminem. Podszedł do stołu, na którym twarzą do dołu leżało ciało (może Mickiewicz?). Student podniósł prześcieradło i zaskoczony zobaczył korek wystający z odbytnicy. Zaintrygowany pociągnął za koreczek, który wyskoczył z charakterystycznym puknięciem, a wtedy w sali rozległ się śpiew: "Keine Grenzen..."

Zaskoczony student wcisnął korek na swoje miejsce i śpiew ucichł... Nie dowierzając własnym uszom, wyciągnął zatyczkę jeszcze raz - pUk!.. i... "Keine Grenzen..."

Kompletnie nic już nie rozumiejąc, chłopak poleciał po asystenta i ciągnie go za rękaw do zwłok.

- Niech pan popatrzy i posłucha! Przecież to niemożliwe! ...pUk!... "Keine Grenzen..."

- Heh, no i co z tego? - spytał asystent spokojnie.

- No jak to?! Przecież to najdziwniejsza rzecz jaką w życiu widziałem!

- Eeee tam, byle dupa potrafi śpiewać po niemiecku.

GRUNWALD... 1410

Przed bitwą pod Grunwaldem spotykają się obie armie. Zadowoleni z tego,żesię wzajemnie odnaleźli urządzają imprezkę.

W krzyżackim obozie wszyscy napierdoleni, klina klinem popychają,sytuacjatrwa kilka dni.

Pewnego poranka budzi się Wielki Mistrz Ulryk von Jungingen i odbierając podawaną mu flaszkę, pyta sługi:

- Co to my dzisiaj mamy?

- Dzisiaj ma być bitwa, Wielki Mistrzu...

- O kurwa... - powiedział skacowany Mistrz przecierając twarz.

Gdy już po paru głębszych Mistrz zaczął kontaktować, doszedł do wniosku, że zamiast wymordowywać się wzajemnie można by wystawić do walki po jednym rycerzu z obu stron i wygra ta strona, której rycerz zwycięży. Nie będzie musiało tylu ginąć. Jak pomyślał - tak zrobił. Wysłali więc kolesia z dwoma mieczami (czy dwóch gości z jednym mieczem?) z poselstwem do Polaków. A tam... balanga na całego! Trzeba znaleźć Jagiełłę! Po pewnym czasie odnaleźli go w końcu najebanego w stogu siana. Przystał Na wszystko, co mu powiedzieli...

Teraz trzeba wybrać odważnego do walki. Krzyżacy nie mieli z tym większego problemu - wybrali oczywiście Zygfryda de Loewe - najmężniejszego z mężnych. Był to rycerz z drewna nie strugany. 3,80 wzrostu, 2,40 w barach. Teraz trzeba znaleźć dla niego konia. Niestety, jakiego by nie przyprowadzili, to albo się załamywał albo Zygfryd kolanami o ziemie szorował... Sytuacja beznadziejna. Na szczęście Wielki Mistrz miał znajomości u Hannibala.

- Masz tu ode mnie tego słoniokonia - na pewno będzie dobry.

Rzeczywiście, teraz to Zygfryd nawet stopami ziemi nie dotykał.

Kolejny problem to miecz: szukają i szukają, ale żaden nie jest dobry. Największy miecz jaki znaleźli w całych Prusach to Zygfryd w trzech palcach trzymał! To przecież bez sensu! Poszli więc do kowala, aby wykuł odpowiednie oręże. Kowal wykuł najpotężniejszy miecz jaki istniał - siedmiometrowy! Zygfryd zważył go w ręku, jak machnął, to za jednym zamachem ściął 14dębów! No, tym to mogę walczyć! Pozostała jeszcze zbroja. Jakiej by nie znaleźli to albo za mała, albo jakaś taka lekka... Ostatecznie stary znajomy kowal wykuł odpowiednią zbroję dla Zygfryda. Zajebista płytówka - pasowała jak ulał, zdobiona złotem i nader wszystko wytrzymała. Zygfryd był gotowy do walki.

Tymczasem w obozie Polaków ten sam problem. Jagiełło szuka ochotnika, ale nikt się nie zgłasza. Król postanawia wziąć ich sposobem - polewa dodatkową porcję miodu (wiele razy). Niestety, nawet totalnie najebani nie chcą walczyć. Jagiełło poszedł do starego druha - Zawiszy Czarnego. Niestety, ten nie był skory do opuszczania domu.

- Ubrudzę się tylko, jeszcze może mi się coś stać... Daj mi spokój!

Kolejny był Maćko z Bogdańca - ale ten również nie był chętny.

- Tu Jagienka na mnie czeka, a ja się będę gdzieś po jakiś polach bitwy chędożył? Nie ma mowy!

Następny Jurand - ale ten ma oczy wyjebane! BEZNADZIEJA!

Załamany Król wziął sznur i poszedł do lasu się powiesić. Idzie i nagle widzi: jakiś kurdupel - metr dwadzieścia - konus taki, ubrany w marną skórzaną kurteczkę, z zardzewiałą szabelką u pasa, opiera się o drzewo i napruty jak worek... spawa.

U Króla pojawiła się iskierka nadziei, takie małe światełko w tunelu. Podchodzi i pyta, czy ten się zgodzi na walkę.

- No pewnie! - odpowiedział napierdolony totalnie głos. Nie był w stanie powiedzieć nic więcej.

Teraz trzeba go wyposażyć. I tu problem. Jakiego konia by nie znaleźli, to dla małego Polaczka olbrzym. Nie utrzymałby go nawet. Olali sprawę. Teraz miecz. Niestety, nawet najmniejszego nie był w stanie unieść. Wyluzowali.

Jeszcze zbroja. Ale jakiej by nie przynieśli, to dla naszego bohatera jak dom wielka - popijawy by mógł w środku urządzać. Dali se siana. Zostawili mu tylko to co miał - cienką skórę i przerdzewiałą szabelkę. Na koniec poprosili tylko o jedno:

- Po wszystkim możesz robić co chcesz, ale w dzień bitwy, na Boga, przyjdź trzeźwy!

Słonce wzeszło, obie armie stoją naprzeciwko siebie. Z szeregu krzyżackiego wyłania się wspaniały rycerz. Ale gdzie Polak???... Szukają go i szukają. W końcu znaleźli - oczywiście napierdolony jak dzwonek. Mimo to tanio skóry nie sprzedamy. Cucą go i wypychają. Na ugiętych nogach, zataczając się wychodzi na pole bitwy. Naprzeciw niemu wielki Zygfryd de Loewe w błyszczącej złotem zbroi, z wykurwistym mieczem, na potężnym słoniokoniu. Spina wierzchowca i rusza do ataku. Pędzi z ogromną prędkością, ziemia drży pod kopytami słoniokonia, drugie słonce błyszczy na złotej piersi Zygfryda (wielki miecz zasłania to pierwsze).

Jagiełło wytrzeźwiał natychmiast i pojął co zrobił. "Ja pierdolę! Przecież on zaraz zmiażdży naszego i wpadnie w nas - rozniesie nas w puch. Jesteśmy już martwi!" - pomyślał zasłaniając twarz.

- W NOGI, kurrrrwaaaa, W NOGI!!! - krzyczy Król i wszyscy spierdalają gdzie popadnie.

Zygfryd de Loewe na swym słoniokoniu wpada na kurdupla Polaka - huk, trzask, uniósł się tylko kurz i dym... Wielki Mistrz podjeżdża na miejsce potyczki, aby pogratulować swojemu zwycięstwa. Kurz opada, a tu straszny widok: słoniokoń leży z obciętymi kopytami, parenaście metrów dalej Zygfryd (całe piszczele ma pokrwawione), a Polak stoi niewzruszony opierając się oszablęi mówi:

- Gdyby nie było "W NOGI", to bym cię kurwa zajebał..."

Czytaj więcej >

Remont trasy toruńskiej

Utworzono: 24.06.2013, 07:46 przez Michał

Najprawdopodobniej w te wakacje (o ile force major znów nie stanie nam na przeszkodzie) rozpocznie się długo wyczekiwany remont trasy toruńskiej. Posługując się potężnym narzędziem (google.com) udało mi się znaleźć wizualizacje remontu. Niektóre ze zdjęć stanowią po prostu przykłady prac czeskiego wykonawcy.

AppleMark

Gros kosztów (firma zdecydowała się podjąć zadania za ok. 800mln złotych) stanowić będzie zakup szarej taśmy zbrojonej. Oficjalnie wykonawca nie podał jeszcze planu prac, ale okleić będzie trzeba cały most i wszystkie estakady. Firma Metrostav będzie miała 28 miesięcy na zakończenie prac, ale wujek google podaje, że już od kilku tygodni brakuje specjalistów od taśmy w całej Polsce.

Czytaj więcej >

Kolejny alarm bombowy w centrum miasta

Utworzono: 21.12.2012, 18:33 przez Michał

Policja znów poszukuje "dowcipnisia", który podłożył bombę w centrum Warszawy. Znów trzeba było ewakuować Złote Tarasy oraz pętlę autobusową przy Dworcu Centralnym. Znów straty liczone są w milionach złotych...

Jest jednak pewna różnica. Tym razem pirotechnik-amator przechytrzył policjantów i służby miejskie i żadnej z ponad 200 kamer nie udało się zarejestrować jego twarzy. Opisy świadków niestety nie zgadzają się ze sobą, dlatego nie udało się ustalić rysopisu sprawcy.

Dlatego też w zaistniałej sytuacji KGP postanowiło opublikować zdjęcie ładunku wybuchowego, zamiast nagrań lub materiałów chuligana. Może Wy wpadniecie na trop?

Czytaj więcej >

Woźnica jaki jest - każdy widzi

Utworzono: 21.12.2012, 18:28 przez Michał

ZW znów podało sensacyjną wiadomość.

Policjanci z dobrzańskiego komisariatu zatrzymali do kontroli woźnicę, który jechał wozem pijąc piwo. Badanie alkomatem wykazało ponad dwa promile alkoholu w organizmie.

Policjanci, którzy patrolowali Suchowiznę w gminie Stanisławów, w pewnym momencie zobaczyli na drodze zaprzęg konny. Na wozie siedział mężczyzna w średnim wieku i pił piwo. Funkcjonariusze zatrzymali woźnicę do kontroli.

Jak widać, blady strach padł nie tylko na rowerzystów.

Czytaj więcej >

Remont się jeszcze nie zaczął, a demontaż trwa

Utworzono: 15.12.2012, 22:42 przez Michał

Mowa o moście Grota-Roweckiego. Gdy termin rozpoczęcia remontu przesuwany jest znów na świętego nigdy, warszawiacy biorą się do roboty na własną rękę.

Wg Życia Warszawy, mężczyzna najpierw podłączył się do latarni, skąd nielegalnie czerpał prąd i żarówką oświetlał sobie miejsce kradzieży. Kradnąc metalowe elementy konstrukcyjne mostu, ?zagapił? się i spadł z 10 metrów przez dziurę w podeście.

Mężczyzna sam zadzwonił na pogotowie. Z urazami kręgosłupa i miednicy trafił do szpitala.

Policjanci odnaleźli szlifierkę kątową, tarcze do cięcia i 25 metrów odciętej metalowej konstrukcji, powiadomili też osobę z Zarządu Dróg i Mostów, która ustali wartość strat.

Czytaj więcej >